Wy tak na serio?

Pierwotnie miał być tytuł: ludzie ogarnijcie się z tymi nazwami, ale po namyśle zdecydowałem, że te nazwy mnie bawią. Więc wymyślajcie ludzie głupoty, wymyślajcie, zobaczymy co z tego będzie.

Dawno, dawno temu w kraju zwanym Polską obrotni ludzie pomyśleli:

Forsa, forsa, forsa!!!

I narodziły się nazwy firm.

Nie będę tu pisał o wielokrotnie opisywanych już: „Skór-wiel” – skóry z Wielunia, „Jebud” – firma rozbiórkowa, „Dent Worry” – nie wymaga wyjaśnienia.

Będę pisał o nieco innej sztuce łączenia, treści zdecydowanie ze sobą niezwiązanych.

A wszystko po to, by zarobić i skutecznie sprzedać się ze swoją działalnością?

Poniżej prezentuję listę nazw intrygujących, niecodziennych, pojechanych, dziwacznych…:

Na początek coś delikatnego, czyli: Delikatesy – panują wszędzie, wchodzisz, a tam zwykłe warzywa, normalne pieczywo i klasyczny wybór wędlin przechemiowanych.

Studio Paznokci – chodzi także w wersji: Studio Paznokcia, ale rekordzista to:

Akademia Paznokcia – nie ma jak dobrze wyedukowany paznokieć! Taki z doktoratem!

Studio kulinarne – niby się da, ale kojarzy mi się tak: wchodzisz zamawiasz i dostajesz danie wyrzeźbione w kształt studia filmowego i jak to zjeść?

Spa dla rąk i nóg – normalnie odcinasz i wysyłasz kurierem na dwa dni – wracają jak nowe.

Atelier Fryzur, Atelier Kosmetyczne oraz Atelier Urody – nawet pasuje (choć oczyma wyobraźni widzę umorusanego malarza z paletą nakładającego beton kosmetyczny na farbowaną lalę), ale za to:

Atelier Wędlin… – znaczy, że miejsce pracy artysty wędliniarza czy jak? Albo co gorsza dostajesz obrazki mięsa zamiast obiadu. Wędliny pogania:

Atelier smaku – mój ojciec robił kiedyś taką „jajecznicę ze wszystkim” i nazywał ją „poezja”, a jak w środku – tak samo jak w delikatesach,

Atelier relaksu – nawet nie wiem jak sobie to wyobrazić.

Akademia urody – i nagle brewka ci cytuje Sienkiewicza, a rzęsy odpowiadają równaniem z dwiema niewiadomymi,

Akademia uśmiechu – naukowe podejście do szczerzenia zębów,

Klinika urody – znaczy: jesteś tak brzydki, że aż lekarza trzeba.

Klinika dźwięku – oczekujesz lecznicy a tam zwykłe głośniki, tylko droższe.

Klinika rowerowa – zamykam oczy i widzę rower pod kroplówką…

Klinika: tłumika, LPG, AGD…

Alkohole świata, świat alkoholi – oj tam, oj tam. Trucizna taka sama tylko droższa. Co z tego, że z drugiej półkuli.

Nazwą, która wysłała mnie na orbitę było:

Kancelaria Sportowa – patrząc na definicję można by było jeszcze jakoś to podciągnąć… może… ale trzeba dobrze poćwiczyć, żeby na takie naciąganie starczyło siły. Wszystko jedno, słyszę Kancelaria Sportowa – widzę ludzi dźwigających ryzy papieru i podnoszący wielkie stemple.

I to tyle, choć oczywiście jest więcej, dużo więcej…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blogurecznik i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *