Dieta! dzień 1

Naczytałem się ostatnio takich autowyzwań „miesiąc bez”, niektórzy rezygnują z najróżniejszych rzeczy w imię zdrowia, szczęścia i pomyślności.

No to ja też.

Ale z czego by tu zrezygnować? Nie piję alko, nie palę… Zostaje dieta.

Zatem tak:
1. Gluten. To łatwe, za pieczywem nigdy nie przepadałem, a makarony budzą moją odrazę.
2. Kawa. No nie. Nie do końca. Ale może zamiast wypijać ich 7 będę pił 2. Na pewno nie zaszkodzi.
3. Cukier. Nie da się całkiem zrezygnować – przecież ziemniaki to cukier, owoce oczywiście też. Zatem tak: biały cukier odpada, zamiast tego kawę będę słodził brązowym cukrem lub miodem.
4. Mleko. Piję tylko w kawie więc dużego problemu nie będzie.
5. Słodycze. Tu najgorzej, bo słodki ząbek dopomina się czekolady i krówek – pewnie trzeba się odrobaczyć – to będzie lżej.
6. Sól. Oczywiście nie całkiem. Ale zasada prosta: sałatki i inne rzeczy niesłone można podlać sosem sojowym. Natomiast nie dosalać rzeczy naturalnie słonych – bo tu lubię przesadzać.
7. Strączkowe. Nie lubię i tak nie będę jadł więc spoko.

Główne wytyczne:
1. Jem głównie warzywa i mięso – trochę paleo, ale bez przesady. Rzeczy surowe gotowane (na parze), duszone, pieczone i grillowane.
2. Postaram się kupować rzeczy BioEkoOrganic – w miarę możliwości.
3. Stosuję przyspieszacze zdrowia: ocet jabłkowy od http://natule.pl/, czosnek, imbir, cebulę oraz kurkumę (korzenie i bulwy, ale nie proszki!).
4. Jem dopiero gdy zaburczy w brzuchu i do pierwszego beknięcia – potem odkładam sztućce i koniec posiłku.
5. Unikam chemii, czytam etykiety, nie ma u mnie miejsca na GlutaChujnian Sodu
6. Piję herbatki ziołowe własnoręcznie mieszane.

Tak sobie wymyśliłem, dziś dzień pierwszy. W założeniu mam wytrzymać do końca wakacji, a więc nie tak długo.

Śniadanie: zrobiłem sobie płatki amarantusa, super, tylko bez smaku (soli i cukru brak). Dodałem pieprzu (w końcu też leczniczo działa), coś trzeba wymyślić bo autentycznie smakuje jak wióry.

Obiad: zupa warzywna, sporo marchewki ziemniaków i ryż, do tego kawałek szyjki kurczaka, całość zagryzłem małosolnym – bomba.

Kolacja: kluski śląskie (bo mi zostały z wczoraj, a są bezglutenowe. Do tego pręga wołowa duszona i mix sałat z pomidorem i małosolnym. Tu zaszalałem z przyprawami – imbir świeży, siekany, czosnek wyciskany, ocet jabłkowy z miętą, sos sojowy Yamasa i trochę musztardy Dijon (w sumie gorczyca też lecznicza). Bardzo dobrze mi to poszło.

Ogólnie energia w normie, jedyne co mi przeszkadza to lekki ból głowy pod wieczór, czy to migrena czy upał. A może borelioza startuje (dwa kleszcze miałem)? Zobaczymy jak będzie jutro. Waga 79,1 – to zdecydowanie za dużo, nadwaga prawie 10 kilogramów. Zobaczymy czy spadnie.

Czego nie zrobiłem to badań krwi przed i nie zrobię po. Nie chce mi się, jak idę do lekarza to mi się jakoś źle robi.

Ktoś też chce coś takiego zrobić?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blogurecznik i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *