Dieta! dzień 3???

Dziś tragedia.

Obudziły mnie gwałtowne skurcze brzucha i zaczęło się wietrzenie organizmu!!! Promocja 4 w 1, z nagrodą główną za dobiegnięcie do toalety na czas.

Po dogłębnej analizie ustaliłem przyczynę: nadmiar imbiru (kilka razu już tak miałem, zawsze po dużych ilościach rzeczonego cytrynowego korzonka).

Korzyści: waga!!! 78,4 – czyli nic tak nie odchudza jak zielona kiełbasa.

Biegunkę zatrzymałem ukraińskim preparatem detoksykującym o nazwie atoxil – świetne, paskudnie smakuje, ale naturalne i działa jak ta lala.

No i co tu jeść? No dobra jajko niech będzie na miękko.
nigdy nie umiałem gotować jajek na miękko, nawet przy użyciu technik naukowych i dedykowanych urządzeń. Jedno jajko było półsurowe, drugie półtwarde. Ale śniadanie jakoś się utrzymało w środku.

Obiad i tu wtopa totalna: po przeczyszczeniu brzuch zaczął ssać i burczeć, nie pomogła herbatka ziołowa. A że byłe poza domem i karmiłem dzieci mieszanką włosko turecką to: dojadłem kawałek pizzy i trochę czegoś kebabopodobnego. A więc i gluten i jeszcze na mięsie było coś jakby jogurt – więc i mleka łyknąłem. Ale brzuch się uspokoił.
Pozostało mi wybrać opcję:
1. Walnąć to wyzwanie i obżerać się czipsami i innymi świństwami i pozamiatane.
2. Udawać, że nic się nie stało i stosując zasadę „kłamstwo powtórzone 1000 razy staje sie prawdą” i nie myśleć o tym, nie pisać itp.
3. Cofnąć zegar i zacząć od nowa jutro.

Wybrałem opcję 3. I w ramach nie marnowania dnia na kolację zjadłem ryż w wołowiną, warzywami i guacamole. Co prawda w restauracji, ale na drzwiach był duży napis jakie to ich produkty są czyste – więc niech będzie.

Zatem jutro dzień 1, znowu, a może zastosować podwójną numerację? Jakieś porady?

To do jutra! Jutro Imbiru zjem mniej:)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blogurecznik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *